EMIGRACJA ISLANDIA

Nie taka zima zła, czyli moje sposoby na islandzkie ciemności

Na Islandię ponownie przeprowadziłam się w listopadzie 2019 roku. Przed przeprowadzką absolutnie każdy pytał mnie czy nie boję się tam jechać w okresie zimowym, czyli również takim z bardzo małą ilością słońca. Sugerowali, że może lepiej odłożyć to do wiosny. Wtedy to dumnie odpowiadałam, że przecież będąc na Erasmusie kilka lat wcześniej doświadczyłam krótkich dni i dam sobie radę. Tyle, że wtedy nie byłam do końca świadoma, że wyjazd w połowie grudnia, a spędzenie całej jesieni oraz zimy na Islandii to całkiem inna sprawa. Warto tutaj przypomnieć też, że pomimo iż wyróżnia się cztery pory roku, to na Wyspie istnieją w zasadzie tylko dwie – zima i lato.

Jak wyglądała moja pierwsza islandzka zima?

Problemy zaczęły się już w grudniu – słońce wschodzi dopiero około godziny 11. Pracę rozpoczynałam dopiero późnym popołudniem i z uwagi na to przeważnie nie nastawiałam żadnego budzika. W rezultacie praktycznie zawsze budziłam się najwcześniej chwilę po wschodzie słońca, czyli bardzo późno. O ile od czasu do czasu miło było dłużej pospać, to po jakimś czasie taki stan rzeczy zaczął być dla mnie strasznie męczący, miałam wrażenie, że tracę sporo z mojego dnia. Zaczęłam nastawiać budziki na co najmniej 2 godziny wcześniej, ale to również nie pomagało. Widząc ciemność za oknem po prostu wracałam do łóżka. To był moment, w którym zimowe, krótkie dni naprawdę zaczęły mi doskwierać. Wtedy też na moim Instagramie zapytałam znajomych o polecane rozwiązania, które pomogą mi przetrwać islandzką zimę…

Dlatego teraz, po roku pobytu na Islandii, kiedy przeżyłam wszystkie pory roku oraz każdy rodzaj pogody – burz śnieżnych czy wichur, w końcu mogę pisać w oparciu się o własne doświadczenia i podzielić się z Wami moimi sposobami na islandzką zimę, a konkretniej na walkę z małą ilością światła dziennego

Wybierając Islandię jako kraj do życia zdecydowanie trzeba polubić, a przynajmniej zacząć tolerować, długą jesień i zimę, chociaż potrafią być bardzo wymagające. Jednocześnie, ten ciężki okres pomaga przetrwać myśl, że już w kwietniu dni zaczynają być dłuższe i bardziej słoneczne (niekoniecznie o wiele cieplejsze). Islandczycy bardzo doceniają dobre warunki pogodowe i większość czasu starają się spędzać na świeżym powietrzu: latem ludzie masowo wybierają się na baseny, plażę (mamy tylko jedną), grillują w parkach, oblegają ogródki restauracji. Miasto tętni życiem, a ludzie są pełni energii. Zimą, o ile dzień jest wolny od wiatrów i burz śnieżnych, decydują się na długie spacery, bieganie, wizytę na basenie, narty czy łyżwy.

Jeszcze kilka lat temu zdecydowanie stwierdziłabym, że moją ulubioną porą roku jest lato. Z czasem najbardziej polubiłam wiosnę, za to jaką energię daje. Czerpanie większej radości z jesieni i zimy przyniosły mi czynności, które na stałe wdrożyłam do swojego życia, i z którymi pragnę się z Wami dzisiaj podzielić. Oto moje sposoby na walkę z zimowymi ciemnościami (niektóre pomocne będą także w Polsce!)

1. Suplementacja

Zacznę od znanych każdemu podstaw, czyli suplementacji witaminy D3, która swoją drogą polecana jest także w Polsce. Na Islandii jest to absolutna konieczność, kiedy słońce w grudniu na niebie pojawia się na maksymalnie 4 godziny!

2. Aktywność fizyczna

Islandczycy z ciemnościami radzą sobie wybierając aktywność fizyczną – dużo osób biega, ćwiczy na siłowni, pływa. Jeśli ktoś natomiast stawia na relaks, to również wybiera się na basen, ale skupia się na tzw. hot potach, po których wchodzi do zimnej wody, co poprawia krążenie krwi. Na plaży geotermalnej Nauthólsvík wiele osób najpierw morsuje w oceanie, a później odpoczywa w ciepłym basenie na terenie plaży. Na Islandii w każdym sąsiedztwie znajdują się parki, ścieżki dla pieszych oraz rowerów. Wiele jest też basenów czynnych przez większość doby. W zależności od tego, co nas interesuje możemy wybrać się nad ocean, rzekę lub na górską wędrówkę.

3. Nastawianie budzika

Praktycznie w każdy dzień, nawet kiedy nie muszę iść do pracy staram się nastawiać budzik i wstawać nieco wcześniej. Na początku bywa ciężko, ale z czasem można się przyzwyczaić do wstawania przed wschodem słońca. Bardzo pomocna jest tu dobre oświetlenie domowe. Staram się w każdym pomieszczeniu mieć kilka lampek, a przede wszystkim sporo świeczek i roślin.

4. Książki, książki, książki

Pewnie nieraz słyszeliście, że Islandia to kraj, w którym publikuje się najwięcej książek per capita, a co dziesiąty obywatel kraju jest pisarzem. Przypomnę, że mieszka tutaj nieco ponad 360 tysięcy osób. Najnowsze badanie Islandzkiego Centrum Literatury pokazało , że Islandczycy czytają średnio 2,3 książki w miesiącu. W 2018 roku aż 72% badanych wypowiedziało się, że przeczytało chociaż jedną w książkę w ciągu ostatnich 30 dni, a 86% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Dla porównania – raport dotyczący czytelnictwa z 2019 roku w Polsce wykazał, że przeczytanie co najmniej jednej książki w roku zadeklarowało 39% badanych. Na szczęście sytuacja się nieco polepsza i mam nadzieję, że w przyszłorocznym badaniu ze względu na pandemię liczby będą znaczne wyższe i oby taka tendencja wzrostowa już pozostała.

Książki czytam od zawsze, kiedyś wypożyczałam je z miejskiej biblioteki, wymieniałam się z przyjaciółmi, a później zdecydowałam się zacząć tworzyć własną biblioteczkę. Nieprzerwanie czytałam książki hobbystycznie będąc w klasie maturalnej oraz na studiach. Dwa lata temu zdecydowałam podjąć się dosyć interesującego wyzwania „52 książki w rok”, co równa się jednej książce na tydzień. Tempo jest dosyć ekstremalne, szczególnie jeśli czytamy książki różnej objętości. Co prawda nie udało mi się wtedy ukończyć zadania w całości, ale dzięki temu okres, w którym nie czytam żadnej książki, jest co najmniej dziwny.

Książki są świetne na ciemne wieczory przy dobrej herbacie i zapachu świecy, przejazdy komunikacją miejską czy wszelkie czekanie w kolejkach. Dobrym nawykiem jest zabieranie ze sobą książki do plecaka wszędzie, wtedy na pewno wybierzecie chwilę czytania zamiast bezsensownego scrollowania telefonu.

Dodam jeszcze tylko, że na Islandii bez problemu dostaniecie książki po angielsku. W polskich supermarketach znajdziecie też półki z literaturą polskojęzyczną. Ze względu na dość wysokie ceny, swoje książki zamawiam z amerykańskiego Amazona lub kompletuję i wysyłam większe paczki z Polski. Na moim Instagramie na pewno podzielę się z Wami listą przeczytanych książek w 2020 roku, wśród których znajdą się też islandzkie pozycje.

5. Robótki ręczne

Może dziwnie to zabrzmi, bo jak wiecie lub nie, mam dopiero 23 lata, ale w tym roku zamarzyłam nauczyć robić się na drutach! Wszelkie robótki ręczne są na Islandii bardzo popularne, dużo osób hobbystycznie maluje, dzierga lub robi inne kreatywne rzeczy. Zaczęłam od makramy, którą planuję udekorować mieszkanie, kolejne w planie jest szydełkowanie, a później może nawet zrobienie skarpetek na drutach.

Jako bonus w tej kategorii dodam dwie inne czynności, czyli układanie puzzli oraz rozwiązywanie krzyżówek (to u mnie stosunkowo nowa aktywność, ale bardzo mnie pochłania – oczywiście wypełniam polskie krzyżówki panoramiczne).

6. Wypieki

Mój pierwszy rok na Islandii zdecydowanie był intensywny pod względem wypieków. W przeszłości zdarzało mi się coś upiec, ale w tym roku piekłam więcej nowości. W tęsknocie za polskimi słodkościami piekłam chleby, jagodzianki, serniki, bułeczki cynamonowe – te akurat w wersji fińskiej, przepis tutaj. Moje dni wolne dzieliły się na dwa rodzaje – te pełne aktywności fizycznej i załatwiania różnych spraw oraz te wypełnione wypiekami, porządkami i Netflixem lub książką. Często zabierałam je do pracy i pokazywałam Islandczykom jakie słodkości królują w Polsce.

7. Solarium / lampy naświetlające

O lampach naświetlających usłyszałam rok temu, widziałam je też na basenach. Pomimo ich rzekomego działania, sama nie miałam z nimi do czynienia. Nie zdecydowałam się też na zakup domowej lampy, ponieważ słyszałam o wysokich kosztach wymiany żarówek. Tej zimy zdecydowałam się natomiast na drugą alternatywę, czyli solarium. Nowsze miejsca posiadają lampy zaawansowane technologicznie, które pomagają uzupełniać witaminę D. Dla mnie zdecydowanie dodatkowym plusem jest opalenizna, ponieważ te wakacje były pierwszymi w moim życiu, kiedy byłam aż tak blada. Jestem świadoma, że rozwiązanie nie należy do najzdrowszych, dlatego alternatywą jest wyjazd do ciepłych krajów Islandczycy mają na takie wakacje zimą nawet specjalne określenie – sólarlandaferðir, czyli wycieczki do słonecznych państw.

Takim oto sposobem dotarliśmy do końca mojej subiektywnej listy sposobów na islandzkie ciemności. Stopniowe wdrażanie w życie każdego z tych punktów (może też przeprowadzka do jaśniejszego mieszkania) zdecydowanie pozwoliły mi polubić zimę i korzystać nawet z najkrótszych dni w roku!

A jakie są Wasze sposoby na radzenie sobie z zimowymi ciemnościami i krótszymi dniami?

Do następnego! Sjáumst á næstu!
Dominika

Źródła:
  1. Iceland: Where one in 10 people will publish a book
  2. Reading Has Increased and Icelanders Now Read 2.3 Books per Month on Average
  3. Icelanders Still Avid Readers
  4. Ile książek czytają Polacy?
  5. Polacy czytają coraz więcej książek.[…]


2 thoughts on “Nie taka zima zła, czyli moje sposoby na islandzkie ciemności”

  1. Naturalne wyciszenie i „przymusowy” chillout. Nie pędzisz, nie gonisz, natura i słońce nadają rytm życia w Islandii. Coraz bardziej mi się tam podoba 🙂

  2. Robię praktycznie to samo, żeby przetrwać islandzką zimę. Nie robię jedynie robótek ręcznych, ale podjęłam się malowania obrazów (jak na razie jednego 😂)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.