KANADA PODRÓŻE

Sama przez świat, czyli 4 dni w Kraju Klonowego Liścia, cz. 2

Witajcie!

Dzisiaj przechodzimy do konkretów, czyli tego jak wyglądała moja kanadyjska przygoda dzień po dniu, jak poruszałam się po mieście, ile wszystko kosztowało. Zapraszam, zaczynamy!

Dzień 1: 01.12.2017

Jak wspominałam w poprzedniej części relacji, pierwszej nocy w Kanadzie przespałam aż 12h, co dało mi mnóstwo energii na całodniową pieszą wycieczkę po Toronto. Przed samym wyjazdem zrobiłam małe rozeznanie, zapisałam miejsca warte odwiedzenia, skupiłam się także na gastronomicznym aspekcie miasta.

Pomimo posiadania tej dosyć obszernej listy, nie sporządziłam konkretnego planu na poszczególne dni. Jak wcześniej wspomniałam, nie miałam dostępu do Internetu i nawigacji w telefonie, więc postanowiłam posługiwać się darmową mapą dostępną w hostelu. Zaznaczałam na niej interesujące miejsca i dzieliłam je wstępnie na dane dni, w zależności od odległości pomiędzy poszczególnymi punktami.

Fakt, że podróżowałam w pojedynkę dał mi ogromną swobodę dotyczącą planowania każdego dnia. Pomimo tego, że z reguły kawy nie pijam, to w Toronto lubiłam wstąpić do popularnej kanadyjskiej sieci Tim Hortons, gdzie zamawiałam latte z syropem (ciężko nazwać to kawą) i zaczynałam planować każdy dzień. Często było to też miejsce, w którym korzystałam z darmowego Internetu.

Pierwszy dzień rozpoczęłam od zwiedzania okolicy mojego hostelu. Na wstępie chciałabym przypomnieć, że za cel postawiłam sobie chodzenie po Toronto pieszo. Mieszkałam w dobrej lokalizacji, która zdecydowanie na to pozwalała (Kensington Market).

Po wizycie w okolicy, moim pierwszym celem była w zasadzie grupa obiektów zlokalizowanych obok siebie: Toronto City Hall, Nathan Phillips Square oraz TORONTO Sign, które od mojego hostelu oddalone były tylko o dwa kilometry. Po drodze mijałam Art Gallery of Ontario, które z niewiadomych mi obecnie powodów postanowiłam ominąć. Z informacji na kwiecień 2020 wynika, że wstęp do 25. roku życia jest tam darmowy

Po krótkim spacerze trafiłam na Nathan Phillips Square, na terenie którego zlokalizowany jest obecny oraz historyczny Ratusz miasta. Nowy Ratusz został zaprojektowany przez fińskiego architekta Viljo Revella i otwarto go w 1966 roku. Mi osobiście bardzo przypomina katowicki Spodek.

Nad lodowiskiem widoczny jest słynny napis TORONTO, który w nocy podświetla się na kolorowo.
Na zdjęciu widoczny Historyczny Ratusz, który pełnił swoją funkcję w latach 1899 – 1966. Zrobił na mnie znacznie większe wrażenie niż obecny Ratusz. 

Kolejnym punktem wycieczki była słynna CN Tower. Została otwarta w 1976 roku i do 2007 roku była najwyższą wolno stojącą budowlą na świecie – mierzy 533 metry. Podróż na punkt widokowy (346 metrów) odbywa się w windzie, która porusza się z prędkością 6 m/s i trwa około minutę.
Mój bilet, czyli General Admission kosztował $38 CAD (około 110 złotych). Dostępny jest także pakiet General Admission + SkyPod w cenie $54. SkyPod, czyli najwyższy punkt obserwacyjny na świecie, zlokalizowany na wysokości 447 metrów. Do wyboru mamy jeszcze dwa droższe pakiety: SEA THE SKY Combo Ticket (CN Tower + Ripley’s Aquarium of Canada) oraz PREMIER. Dodatkową atrakcją jest Edge Walk, podczas którego mamy możliwość spaceru wokół wieży na wysokości 356 metrów. Kosztuje $195 i trwa około 30 minut. 

A tutaj jeszcze widok z góry przez oszkloną podłogę – zrobiło mi się trochę słabo.
Chociaż brzmi to głupio, bałam się ustać na środku. 

Po wizycie w CN Tower powoli spacerowałam w kierunku przystani, z której wkrótce miałam odpłynąć promem w kierunku Toronto Island.

Wokoł CN Tower znajduje się kilka istotnych obiektów: Rogers Centre, czyli miejsce spotkań baseballowej drużyny Blue Jays (nazwa pochodzi od kanadyjskiej sieci komórkowej Rogers Wireless), Ripley’s Aquarium of Canada, Toronto Railway Museum oraz Seam Whistle Brewing.

W 2017 roku Kanada świętowała swoje 150-te urodziny.

Toronto Island dzieli się na trzy mniejsze: Ward’s Island, Centre Island oraz Hanlan’s Point, który zlokalizowany jest tuż obok miejskiego lotniska Billy Bishop Airport (YTZ). W sezonie letnim na Toronto Island odpływają trzy promy, każdy średnio co 15 minut. Wiele osób mieszka na wyspie, a do pracy centrum dostaje się właśnie promem. Niestety, w sezonie zimowym kursuje tylko jeden prom (na Ward’s Island), w dodatku tylko co 30 minut. Podróż w dwie strony kosztowała $8 dla dorosłych, a $5 dla uczniów. Kiedy ja tam dotarłam było już dosyć późno, niewiele mogłam zwiedzić na samej wyspie, natomiast udało mi się zobaczyć panoramę miasta na tle pięknie zachodzącego słońca.

Po powrocie do miasta udałam się na spacer w okolicy Toronto Eaton Centre – centrum handlowego, na terenie którego rozpoczyna się PATH (Toronto’s Downtown Undergorund Pedestrian Walkway), czyli system podziemnych przejść, który łącznie liczy około 30 kilometrów! 

Po małych zakupach załapałam się na kilka koncertów. 
Napis TORONTO w nocnym wydaniu.

Dzień 2: 02.12.2017

Drugi dzień miałam nieco bardziej rozplanowany – w Internecie znalazłam informację o bezpłatnych wycieczkach tematycznych z przewodnikiem oferowanych przez Tour Guys.

W ofercie znajdują się takie wycieczki:
Downtown Toronto Tour
Old Town History Tour
Graffiti Tour – Queen St. West
Toronto Waterfront Tour
Toronto Ghost Tour: Fact or Fiction

Zdecydowałam się na wycieczkę dotyczącą historii Starego Miasta. Z przewodnikiem o imieniu Julian spotkaliśmy się pod Starym Ratuszem i wyruszyliśmy na 1,5 godzinną wycieczkę. Była ona wypełniona historiami tak ciekawymi, że nie robiłam podczas niej żadnych zdjęć. Ostatnim przystankiem był St. Lawrence Market, czyli miejsce działające na zasadzie food hall. Chociaż wycieczka była darmowa, to jeśli byliśmy zadowoleni, mogliśmy zostawić dowolny napiwek przewodnikowi. Podczas spacerów pomiędzy poszczególnymi miejscami, wdałam się w rozmowę z dwoma dziewczynami. Jedna z nich przeprowadziła się do Toronto z Nowego Jorku kilka dni wcześniej, a druga przyleciała z Sidney. Po zakończeniu oficjalnej wycieczki postanowiłyśmy spędzić trochę czasu razem.

Dundas Square
Dundas Square
To jedyne zdjęcie jakie mam z wnętrza St. Lawrence Market, bo o wiele bardziej interesowało mnie wtedy jedzenie – zdecydowałyśmy się na dziwną wariację pierogów z cheddarem, które jak możecie się domyślać, nie były dobre.

Następnie postanowiłyśmy wybrać się na Jarmark Bożonarodzeniowy. Akurat trwał weekend, więc było dosyć tłoczno, ale udało nam się całkiem sprawnie wejść. Bilety kosztowały wtedy $7, przy czym warto zaznaczyć, że wstęp w dni powszednie (w tym piątek do godziny 18) był całkowicie darmowy. 

Wytworna potrawa, którą widzicie na zdjęciu powyżej, nosi nazwę Poutine (czytane jak Władmir Putin). Pochodzi z kanadyjskiej prowincji Quebec i składa się z frytek, sera oraz sosu pieczeniowego. Może nie wygląda zachęcająco, ale mi bardzo smakowała!

Po kilku koncertach i obejściu całego terenu, postanowiłyśmy powoli wracać do domu. Przeszłyśmy razem jeszcze kilka przecznic, odprowadzając jedną z dziewczyn do hotelu, a my we dwójkę udałyśmy się do metra. Z dziewczynami nie wymieniłyśmy się kontaktami (dlatego nie używam imion – pamiętam tylko jedno), bo wiedziałyśmy że szanse na ponowne spotkanie są bardzo nikłe. Dzięki temu, że tego nie zrobiłyśmy już zawsze ten wieczór będę wspominać jako bardzo wyjątkowy. 

Po powrocie na Kensington Market zdecydowałam się przejść pieszo do dzielnicy Little Italy, gdzie zjadłam przepyszny deser – cannoli z serem ricotta i nutellą.

Dzień 3: 03.12.2017

Trzeci dzień mojego pobytu w całości postanowiłam przeznaczyć na wycieczkę do Niagara Falls. Przejazd autobusem zarezerwowałam dzień wcześniej na stronie przewoźnika – Mega Bus. Bilet w dwie strony kosztował około $16, a sama podróż trwała 1,5 godziny. Podróżowałam w niedzielę, więc po przyjeździe do miasteczka Niagara Falls nie zastałam zbyt wielu osób. Na dworcu musiałam kupić bilet całodobowy, który upoważniał mnie do skorzystania z transferu pod sam wodospad. Bilet w dwie strony kosztuje $9, a czas liczy się od pierwszego „odbicia” karty w autobusie. Na miejscu okazało się, że płatności można dokonać tylko gotówką (którą wydałam we wcześniejszych dniach). Na dworcu znajdował się bankomat, ale nie akceptował VISY, czyli jedynej karty na której miałam pieniądze.

Jeśli posiadacie kartę VISA oraz MasterCard, upewnijcie się że na każdej z nich będziecie mieć jakieś środki, jeśli tak jak ja, nie lubicie podróżować z dużą ilością gotówki.

W związku z zaistniałą sytuacją wybrałam się do miasteczka w poszukiwaniu bankomatu. Wydawało się całkowicie opustoszałe, co tylko dodawało mu uroku.

Odwiedziłam oddziały dwóch różnych banków, gdzie pierwszy raz miałam do czynienia z sytuacją, w której musiałam wybrać z jakiego konta wypłacić pieniądze: chequing account czy savings account. Wybierzcie pierwsze. Więcej informacji o rodzajach kont znajdziecie tutaj.

Widoczny na zdjęciu wyżej most to przejście graniczne pomiędzy Kanadą a Stanami Zjednoczonymi. Część wodospadów znajduje się po stronie amerykańskiej. W miejscu, z którego robię zdjęcie znajdował się spory sklep z pamiątkami oraz jedzeniem. 

Dzień 4, ostateczny: 04.12.2017

Ostatni dzień przeznaczyłam na dotarcie na lotnisko. Pomimo tego, że lot miałam dopiero o godzinie 18, to z hostelu wymeldowałam się przed południem. Z papierową mapą w ręku ruszyłam w kierunku stacji Dundas West, od której dzieliła mnie godzina marszu.

Po przybyciu na stację zakupiłam bilet, który kosztuje $3.25. Po kupnie takiego biletu należy ze specjalnej maszyny pobrać transfer, który upoważnia nas do przesiadek w trakcie jednej podróży (chyba, że papierowy transfer mówi inaczej). Co ważne, transfery pobierać muszą osoby kupujące pojedyncze bilety lub korzystające z tokenów. Jeśli macie wykupiony bilet kilkudniowy, ta zasada Was nie dotyczy.

Konieczność pobrania transferu może różnić się w zależności od danej stacji. Oczywiście, ja zrobiłam to źle. Jak widzicie poniżej, transfer pobiera się zaraz po kupieniu biletu, ale nie jest on ważny na danej stacji, bo dopiero rozpoczynacie podróż. Ma to także chronić przed oszukiwaniem, bo przeważnie transfer pobieramy przed wejściem na perony. Niestety, nie pamiętam już dokładnego systemu przejść, więc ciężko mi podać wszelkie szczegóły, bo dla mnie samej ten system był troszkę zawiły. Zostawiam Wam jednak z dwoma linkami, które mogą być bardzo przydatne:
How To Get Around Toronto With Subway & Streetcars
HOW TO RIDE TRANSIT IN TORONTO

Źródło: Twirl The Globe

Ze stacji Dundas West udałam się w kierunku Kipling Station. Podróż trwała około 30 minut i dopiero na stacji Kipling pobrałam transfer, który jak widzicie nie był na niej ważny, ale kierowca autobusu na lotnisko pozwolił mi wejść bez problemu. 

W przypadku dojazdu na lotnisko wybrałam dłuższą, ale tańszą opcję. Na stacji Kipling przesiadłam się w busa nr 192 Airport Rocket (obecna nazwa to 900 Airport Express), którym w cenie pierwszego biletu mogłam dostać się na lotnisko. Podróż autobusem trwała około 45 minut. Cała podróż zajęła mi ponad 2 godziny, ale zapłaciłam za nią jedynie $3.25. Nie chodziło tylko o zaoszczędzenie pieniędzy, ale po prostu nie miałam na ten dzień już żadnych planów, poza tym nie chciałam poruszać się po mieście z walizką. Taka długa wycieczka pozwoliła mi także po raz pierwszy skorzystać z publicznego transportu w Toronto. 

Inną, znacznie szybszą alternatywą jest pociąg UP Express, który kosztuje $12.35, podróż trwa około 25 minut. Pociąg kursuje pomiędzy lotniskiem a stacją Union, w samym Downtown. 

***

Takim oto sposobem, zakończyłam moją czterodniową wycieczkę do Kanady. Ta podróż już zawsze będzie miała w moim sercu specjalne miejsce, ponieważ była pierwszą, na którą wybrałam się w pojedynkę i to tak daleko. Spotkałam masę przemiłych ludzi, ani przez moment nie obawiałam się o swoje bezpieczeństwo.

Jeśli komuś z Was po głowie chodzi jakakolwiek podróż w pojedynkę, ale nadal się wahacie, to mam nadzieję, że ten post uświadomi Wam, że warto się na to zdecydować. Oczywiście to zależy od miejsca, do którego się wybieracie. Zawsze należy dbać o swoje bezpieczeństwo i poinformować kogoś o miejscu naszego pobytu.

Dziękuję, że dotrwaliście do końca. Mam nadzieję, że podobała Wam się relacja z mojej podróży, do której ja sama wielokrotnie wracam myślami, a wspomnienia z niej dalej są bardzo żywe. 

Jeśli kiedyś sami odbyliście podróż w pojedynkę i macie ochotę podzielić się kierunkami takich wypraw i wrażeniami, to zachęcam Was do opisania ich pod postem. Chętnie poczytam Wasze historie, a może zmotywujecie tym także inne osoby! 

Do następnego! Sjáumst á næstu!

Dominika

Źródła:

Tickets – CN Tower

Tour Guys – Old Town Toronto History Tour 

Toronto Christmas Market – Tickets 

Types of Bank Accounts in Canada

Mega Bus – Toronto to Niagara Falls 

WeGO – Tickets and Fares 

TTC – Fares and Passes 

How To Get Around Toronto With Subway & Streetcars

HOW TO RIDE TRANSIT IN TORONTO

UP Express 

4 thoughts on “Sama przez świat, czyli 4 dni w Kraju Klonowego Liścia, cz. 2”

  1. Ale piękny widok z tego punktu widokowego! Frytki z sosem pieczeniowym? Dziwne połączenie nie wiem czy bym się na to zdecydowała xd no i za podróż w pojedynkę tym bardziej bez GPS i Internetu, podziwiam!

    1. Rewelacyjna z Ciebie dziewczyna! Przeważnie jak gdzieś lecę, to szukam informacji w kilku źródłach. Ty wyczerpujesz temat, dziękuję 🙂 Do tego lekkie pióro, piękne zdjęcia, podsumowanie finansowe, czyli to co mnie też interesuje przy planowaniu podróży. To może teraz Hiszpania albo Portugalia?

  2. Cudownie , czytam i odnoszę wrażenie , że jestem tam razem z Tobą. Kolejny raz utwierdzam się , że Ty i tylko Ty moim przewodnikiem w podróżach 💖

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.